fbpx

Kasia i Patryk

Kamieńczyk/Boboszów,10.08.2019
I już. Ustawiłam nawigację na miejscowość Boboszów. Nazwa oryginalna, już jest ciekawie, tym bardziej, że w Boboszowie miałam znaleźć zajazd „Byczy Róg”. To w tym miejscu miało odbyć się wesele Kasi i Patryka, z którymi w maju spotkałam się w Długopolu na pełnej energii sesji narzeczeńskiej.

 

 

W przyjaźni siła

 

Zanim zaczęła się weselna zabawa, po szybkich przygotowaniach u Patryka, znalazłam się w domu rodzinnym Kasi.  Jako fotograf ślubny poznaję różne domy, rodziny i historie. Gościnność, życzliwość i chęć pomocy, z jakimi spotkałam się u rodziców Panny Młodej sprawiły, że czułam się niemal jak członek rodziny. Zresztą nie tylko rodziny, ale też społeczności, w której poczucie wspólnoty czuć na każdym kroku. Mieszkańcy niewielkiego bloku żyją razem, wszyscy są dla siebie „ciociami” i „wujkami”, znają się od wielu lat i pomagają sobie. Najlepszym dowodem ich zażyłości jest fakt, że wszyscy sąsiedzi zostali zaproszeni na wesele Kasi i Patryka.

 

NAJweselszy ślub w NAJmniejszym kościele świata

 

Szczerze przyznam, że miałam małego pietra. Nie wiedziałam, czy mój  samochód da radę podjechać pod stromy stok – tak przynajmniej wyobrażałam sobie podjazd pod kościół w Kamieńczyku. Na szczęście dla mnie i dla auta podjazd nie był wielką przeszkodą.

Świątynia św. Michała Archanioła znajdowała się lekko na uboczu, a widok wokół zapierał dech w piersiach. Nie tylko krajobraz. Zachwycał też sam kościół. Był niewielki, jednonawowy, posiadał zaledwie kilkanaście ławek. Był tak niski, że goście, którzy siedzieli na górze musieli zginać się (dosłownie!) w pas podczas wstawania. W środku cały był wypełniony sztuką. Na ścianach bocznych stacje Drogi Krzyżowej, namalowane na szkle w latach trzydziestych XX wieku. Na stropach, parapetach i nawach widniały malunki, nadające świątyni ludowy charakter. Przestrzeń mała, ale dla fotografa ślubnego (i nie tylko) miejsce z ogromnym potencjałem.

Na tyle samo uwagi co kościół zasługuje kapłan, który prowadził mszę. Można go określić jednym słowem – radość. Radość wypełniająca  księdza, który od początku do końca uśmiechał się szeroko, była tak ogromna, że niejednokrotnie rozbawił on do łez nie tylko Kasię i Patryka, ale również zgromadzonych gości. Każdej parze życzę takiego duchownego, umiejącego podkreślić to, co podczas ślubu jest najważniejsze – wzajemną miłość Młodych, szczęście Ich i najbliższych i głębokie przekonanie o unikalności tego sakramentu.

 

“Chocolate choco choco” i nikt nie schodzi z parkietu

 

Z Kamieńczyka do Boboszowa jedzie się niecałe dziesięć minut. W „Byczym Rogu” znajdującym się tuż za granicami miasteczka, odbyło się wesele Kasi i Patryka. W specjalnie przystosowanym namiocie bawiło się prawie sto osób.

Gości Młodej Pary nie trzeba było zachęcać do zabawy, ale imprezę dodatkowo podkręcał DJ Bartek i jego pomocnik Piotrek. Miałam cały czas pełne ręce roboty, ponieważ DJ wyznawał zasadę: „gram, dopóki ludzie tańczą”. Mogłam więc zapomnieć o dłuższej przerwie. Nie pamiętam, by na którymś z wcześniejszych wesel było tyle atrakcji, tańców i monologów DJ-a, co tutaj. O ile ksiądz prowadzący mszę pełen był radości, to śmiało pomogę napisać, że tych dwóch chłopaków energia wręcz rozsadzała. A jak już puścili „Chocolate choco, choco” to sala w jednym momencie oszalała! Każdy próbował naśladować kroki pokazywane przez chłopaków i ruszać się w rytm dźwięków płynących z ogromnych kolumn.

Na nic by się jednak zdały wysiłki DJ-ów, gdyby nie zaangażowanie Kasi i Patryka. To Oni dawali przykład innym, jak należy bawić się podczas wesela. Powiem Wam szczerze, że nadążanie za tym duetem było niemałym wyzwaniem. Na drugi dzień żal mi było się z Nimi rozstawać. Są bowiem takie Pary, które z klientów powoli stają się znajomymi i jak to z dobrymi znajomymi bywa, ciężko od Nich wyjść po wspaniałej imprezie.

 

Zobacz także:

Kasia i Patryk