fbpx

Sylwia i Mariusz

Wąchock/Starachowice 02.07.2021
Wreszcie, wreszcie się spotkaliśmy! Przygody ze ślubem Sylwii i Mariusza to materiał na niezły film. Pierwotnie wesele miało się odbyć w 2020 roku, ale jak wiadomo przyszła pandemia i wszystko trzeba było odwoływać. Młodzi, jak wiele innych par, przełożyli swój ślub – tym razem na maj 2021. Ale…wtedy pandemia wciąż trwała i znów rząd wprowadził ograniczenia co do liczby gości. Sylwia i Mariusz nie chcieli rezygnować z tradycyjnego wesela, więc…

 

Do trzech razy sztuka!

…więc zmienili datę po raz trzeci. I tym razem się udało! Z moją cudowną parą, którą możecie kojarzyć z pełnej emocji sesji narzeczeńskiej, spotkałam się na początku lipca. Powiem szczerze, że coś ta wiosna i lato wcale nas w tym roku nie rozpieszcza. Jednak nawet bardzo zła pogoda nie była w stanie popsuć dobrych humorów Sylwii i Mariusza, którzy wreszcie doczekali się swojego wielkiego dnia. Ślubne szaleństwo miało miejsce w Starachowicach, rodzinnej miejscowości pana młodego.

Bardzo lubię przygotowania, które odbywają się w domu panny młodej i pana młodego. W tym przypadku oboje ubierali się w mieszkaniu rodziców Mariusza. Energia, jaką był przepełniony ten dom, można byłoby obdzielić kilka osób! Szczególnie gdy pojawiła się świadkowa Sylwii – wiedziałam już, że to będzie naprawdę szalona impreza!

Ślub w Wąchocku, wesele w Lipiu

Choć ślubne szaleństwo zaczęło się w Starachowicach, sama uroczystość odbyła się w opactwie Cystersów, znajdującym się w Wąchocku. Klasztor został zbudowany na przełomie XII i XIII wieku i mimo dwóch najazdów tatarskich obiekt przetrwał do dziś. Jest to jeden z najpiękniejszych przykładów architektury romańskiej w Polsce. Wnętrze kościoła może wzbudzać zachwyt, chociaż dla fotografa nie jest to łatwa przestrzeń. Jednak dla chcącego nic trudnego!

Wśród zaproszonych gości spotkałam dobrze znane mi pary – większości z nich robiłam zdjęcia ślubne albo sesje narzeczeńskie. Było to więc dla mnie wesele pełne znajomych twarzy,radości z ponownego spotkania. Po ślubie udaliśmy się do Lipia, gdzie znajduje się Willa Rosochacz. Miałam już przyjemność fotografować w tej przestrzeni, ale na szczęście właściciele zainwestowali w powiększenie sali, dzięki czemu goście na jednej z nich jedli, na drugiej zaś mogli szaleć na parkiecie.

Na każdym weselu jakość zabawy zależy nie tylko od orkiestry i ich umiejętności zabawiania gości, ale przede wszystkim od młodej pary i ich zaangażowania. A tego zdecydowanie nie brakowało Sylwii i Mariuszowi, którzy sami doskonale się bawili. Dzięki temu, parkiet był non stop wypełniony lepszymi tancerzami. Zespół również spisał się na 102! Goście schodzili na gorące posiłki wymęczeni, ale zdecydowanie szczęśliwi.

Wesele, wesele i po weselu, ale wciąż czeka nas spotkanie plenerowe. Nie udało nam się go zrealizować w 2021 roku, dlatego już cieszę się na spotkanie z Sylwią i Mariuszem najprawdopodobniej wiosną 2022 roku.

Zobacz również:

Sylwia i Mariusz