fbpx

Sylwia i Mariusz

Kraków, 26.09.2020

Do wrześniowego maratonu, oprócz dwóch wesel, pleneru ślubnego, sesji Oliwii i Olka dorzucam również sesję narzeczeńską Sylwii i Mariusza. Tym razem udałam się do Krakowa by stworzyć dla nich kadry, które zabiorą ze sobą do nowego miejsca zamieszkania.

 

Krakowski Kazimierz

 

Niewiele jest w Krakowie miejsc, do których mam jakikolwiek sentyment. Ale krakowski Kazimierz wyłamuje się z mojego trochę obojętnego stosunku do tego miasta. Miałam szczęście, bo i dla mojej pary jest to przestrzeń wyjątkowa. Krakowska sesja narzeczeńska tej dwójki to na pewno jedno z najfajniejszych doświadczeń w mojej fotograficznej historii.

Na początku słońce, a na końcu ulewa jakich mało

 

Podobnie jak w przypadku Oliwii i Olka,  zdjęcia robiłam w kilku miejscach. Dzięki temu mogłam zobaczyć ważne dla Sylwii i Mariusza miejsca. Jednym głównych punktów była kładka Ojca Bernatka, na konstrukcji której można znaleźć mnóstwo kłódeczek przypiętych przez zakochanych. Podobny most można znaleźć na wrocławskim Ostrowie Tumskim. Sukcesywnie przesuwaliśmy się w sam środek Kazimierza, uciekając jednocześnie od nadciągającej ogromnej chmury zwiastującej niemały deszcz.

Podczas spacerowania trafiliśmy do tak pięknej kawiarenki, że jeśli czegokolwiek zazdroszczę Krakowiakom to właśnie jej. CYTATCAFE. Miejsce idealne dla miłośników kawy, ciasta, książek i…fotografii. Przestrzeń w środku dzięki wielkim oknom jest doskonale oświetlona i mogą wyjść prawdziwe zdjęcia-cudeńka. Dla mnie, osoby, która kocha wszystkie wymienione wyżej elementy, miejsce to jawiło się jako mały raj.

Bardzo niechętnie opuściłam dopiero co odkrytą “kawiarnię idealną”, ale niestety gonił mnie trochę czas, bo jeszcze tego samego dnia chciałam wrócić do Wrocławia. Pogoda też robiła się coraz bardziej nieprzyjazna, a mieliśmy jeszcze do odhaczenia jedno ważne dla zakochanych miejsce. Miejsce, w którym się zaręczyli. Niestety (albo stety) nie zdążyliśmy przed deszczem i na wzgórzu, z którego widać było cudownie panoramę miasta, byliśmy tylko tyle ile wymagało od nas niezbędne minimum. Pierwszy raz też testowałam swój sprzęt przy tak mocno padającym deszczu. Cali mokrzy, ale szczęśliwi i wyraźnie rozluźnieni wspólnie spędzonym czasem powiedzieliśmy sobie: “hejka”. Wrocław na mnie czekał. Krakowska sesja narzeczeńska przechodziła właśnie do historii.