fbpx

Monika i Marcin

Wrocław, 27.07.2019
To była krótka piłka. Jeden telefon, jedno spotkanie i decyzja podjęta. Będę fotografem w tym szczególnym dla Nich dniu. 27 lipca odbył się ślub Moniki i Marcina, gdzie najważniejszymi osobami, prócz Młodej Pary, były ich córki: Mia i Blanka. Po 10 latach emigracji powrócili do Polski, do rodzinnego Wrocławia, by wraz z bliskimi świętować nowy rozdział w życiu.

 

Rodzinne przygotowania

 

Na początek spotkanie u Marcina – w mieszkaniu Młodej Pary. Odświętne ubrania ułożone są tuż obok zabawek dziewczynek. Jest gorąco. A to przecież początek dnia. Lipcowy ślub zaplanowany jest dopiero na piętnastą, mimo to trzeba wziąć się do roboty już teraz. Powoli zaczynam fotografować, cały czas rozmawiając z Panem Młodym. W pewnym momencie – dzwonek do drzwi – Marcin otwiera i do mieszkania wchodzi brat, który jest świadkiem wraz z rodziną oraz siostra Marcina – Asia.  Nagle duży pokój zapełnia się różnymi głosami, sugestiami, czuć radosne podekscytowanie dzieciaków. Atmosfera jest bardzo luźna i przyjemna. Na koniec udaje mi się zrobić rodzinną fotografię i już, już lecę do Moniki.

Panna Młoda szykuje się w swoim rodzinnym mieszkaniu, znajdującym się w zupełnie innej części Wrocławia. Oprócz rodziców są z Nią córeczki, które początkowo nieśmiałe, coraz chętniej się do mnie uśmiechają i z ciekawością przyglądają się mojej pracy. Ponieważ do ślubu jest jeszcze trochę czasu, mogę spokojnie porozmawiać z Moniką, zrobić więcej zdjęć Jej i dziewczynom. W trakcie przygotowań wpada też Joasia – siostra Marcina – która jest świadkową Moniki. Marcin pojawia się o czasie, a błogosławieństwo rodziców Panny Młodej odbywa się w bardzo intymnej i kameralnej atmosferze.

 

Kameralne wesele w centrum Wrocławia

 

Lipcowy ślub odbył się kościele św. Jadwigi, rodzinnej parafii Moniki. Drogę do ołtarza wyścieliły płatki róż, sypane przez starszą córkę i jej koleżanki. Po życzeniach złożonych tuż po mszy, Młodzi i goście wybrali się na wesele do Art Hotelu, znajdującego się w samym centrum miasta. Wchodząc do środka ma się wrażenie, że człowiek znalazł się w zupełnie innym świecie – może we włoskiej posiadłości albo w hiszpańskiej restauracji? Znika hałas charakterystyczny dla lipcowej soboty, znikają odgłosy aut, tramwajów, autobusów. Przestrzeń wypełnia przyjemny dla ucha szmer, słuchać cichutkie kroki obsługi, zapachy powoli wypełniają restaurację. Wszystko, począwszy od doniczek, a skończywszy na wystroju sali, było w stonowanych, szaro-złotych kolorach, z dużą ilością drewnianych elementów. Przez ogromne okna wpadało bardzo dużo letniego światła. Warunki na zdjęcia – idealne.

Wesele Moniki i Marcina było kameralne, ale za to bawiło się na nim sporo dzieciaków. Nie zabrakło wzruszeń, jak chociażby przy wznoszeniu toastów czy wręczaniu oryginalnych prezentów w ramach podziękowań dla rodziców. Mam nadzieję, że nowy rozdział, rozpoczęty od tak wspaniałej uroczystości będzie dla nich pełen zaskakujących i dobrych wydarzeń.

 

Zobacz także:

Monika i Marcin