fbpx

Melania i Artur

Wrocław, 21.09.2019
Lubię jesienne śluby. Powietrze jest jeszcze pełne lata, ale słońce grzeje inaczej niż jeszcze parę tygodni temu, gdy fotografowałam Martę i Michała. Lubię też wesela w mieście. W ścisłym centrum Wrocławia historia miłości miesza się z historiami niesionymi przez morze ludzi, którzy dają się porwać rytmowi miasta. Ten rytm tworzy również korowód jadących aut, kroki gości, emocje młodej pary, która w ten uroczysty dzień łączy swoje dwa światy w jeden.

 

 

Szybkie poznanie miasta

 

Wesele w mieście ma jednak i swoje niedogodności. Znam Wrocław, ale tym razem muszę zaufać intuicji i znaleźć dobre miejsce do zaparkowania. Jest sobotni poranek, a ja właśnie szukam klatki do mieszkania świadka pana młodego. Artur już na mnie czeka, a wraz z nim dwóch jego kolegów. Atmosfera jest luźna. Rozglądam się po mieszkaniu – jest przestronne i jasne, co bardzo ułatwia mi uchwycenie najlepszych kadrów. Chłopaki żartują, jest swobodnie i chyba pierwszy raz w życiu robię tyle zdjęć z przygotowań u młodego.

Chętnie zostałabym dłużej, ale w drugim mieszkaniu czeka na mnie Melania i już muszę do niej gnać. Wsiadam do auta, bez przeszkód wyjeżdżam z miejsca, w którym prawdopodobnie nie mogłam zaparkować i ruszam dalej. Kieruje mną wrodzona intuicja, a pomaga jej  GPS. Zostawiam auto w równie interesującym co uprzednio miejscu i nieco zdyszana wpadam do Panny Młodej.

U Meli mam zdecydowanie mniej czasu na fotografowanie niż u Artura. Wiadomo, przygotowania Panny Młodej w porównaniu do przygotowań Pana Młodego, zawsze trwają dłużej. Perfekcyjny makijaż i nienaganna fryzura wymagają przecież czasu i precyzji. Kilka ujęć, krótkie rozmowy z rodzicami i bratem Melanii i już czas jechać do Art Hotelu, gdzie odbędą się ślub i wesele.

 

Krótka sesja podczas wesela

 

Rozkład całego dnia różni się od tego “klasycznego”. Po wzruszającej uroczystości zaślubin, zdjęciu grupowym i życzeniach, Młodzi i goście mają przerwę do godziny 15.00. Dzięki temu przyjezdni mogą poznać wrocławski rynek i przez chwilę poczuć jego klimat. Wesele w mieście zdecydowanie ma swoje plusy, a to jeden z nich. Goście mają czas wolny, ale nie czują się pozostawieni sami sobie. Wrocław jest bowiem miastem, w którym za każdym rogiem można zobaczyć coś ciekawego. W tym czasie udaję się z Młodymi na krótki plener na terenie hotelu. Wykorzystujemy pokój Meli i Artura, schody i przestrzeń pomiędzy pomieszczeniami. Nie jestem zwolenniczką plenerów w trakcie wesela, ale muszę przyznać, że tym razem to rozwiązanie się sprawdziło.

 

Polsko-kanadyjskie wesele z międzynarodową ekipą

 

Przyznam szczerze, że to było moje pierwsze wesele, na którym spotkałam tak wiele osób z tak wielu krajów. Byli na nim goście z Polski, Kanady, Wielkiej Brytanii i Portugalii. Fajnie było przyjrzeć się, jak podchodzą do polskich weselnych zabaw osoby z różnych kręgów kulturowych. Z początku nieśmiałe small talk po pewnym czasie zamieniło się w intensywne tańce na wypełnionym po brzegi parkiecie. O muzykę zadbał DJ, który doskonale wyczuł atmosferę wesela. Potrafił połączyć różne gusty, różny wiek i temperament weselników świetnie przygotowaną playlistą.

Wyjeżdżam od Meli i Artura po pierwszej w nocy. Ulice jeszcze kilka godzin temu pełne ludzi, teraz się przerzedziły. Nie ma takich tłumów jak w lipcu, gdy tym samym podziemnym garażem opuszczałam wesele Moniki i Marcina. Miasto jesienią zasypia wcześniej. Nawet w ciepłą, jesienną sobotę.