fbpx

Martyna i Mariusz

Wrocław, 12.07.2020

Długo, oj dłuugo czekali na swój plener poślubny Martyna i Mariusz. Wirus, który pojawił się zaraz po ich ślubie i sparaliżował dosłownie cały świat, zawiesił nasze fotograficzne plany na dobrych kilka miesięcy. Ślub mieli w marcu, a plener…w lipcu. Powiem Wam jednak, że warto było czekać. Plener o wschodzie słońca – tego jeszcze nie było!

 

3 nad ranem…idziemy na sesję czy wracamy do łóżek?

 

To było podstawowe pytanie – czy pogoda będzie na pewno idealna? Czy uda nam się zrealizować doskonały plener ślubny o wschodzie słońca? Nocne niebo wyglądało pięknie i przejrzyście. Nawet latem o 3 nad ranem widać wciąż granatowy pełen gwiazd nieboskłon. Szybka wymiana esmsów z Martyną i Mariuszem i decyzja podjęta – jedziemy.

Przyznam, że troszkę się bałam jechać na wrocławskie wały  bladym niedzielnym świtem. Czułam już potencjalne zagrożenia jakie mogą czyhać na drobną dziewczynę w okularach z wielką fotograficzną torbą, która błąka się wzdłuż rzeki. Zdecydowanie za dużo seriali kryminalnych (z “Ojcem Mateuszem” na czele).  Taksówkarz podwiózł mnie pod sam most a gdy wysiadłam z auta otoczyła mnie cudowna cisza. Cisza i rześkość lipcowego zbliżającego się dnia. Wciąż czekałam na Młodych, którzy mieli przyjechać na motocyklach. Do tego czasu chłonęłam wszelkie zapachy i kolory, nie oszukując się, że jeszcze z własnej woli wstanę o takiej drakońskiej porze. Chciałam więc zapamiętać każdą minutę.

Sesję czas zacząć

 

Najpierw usłyszałam coraz głośniejszy warkot i charakterystyczne dla motocykli dudnienie. Potem…pojawili się oni. W swoich weselnych strojach i kaskach prezentowali się naprawdę bardzo oryginalnie. Powoli zaczęło świtać. Od razu udaliśmy się na upatrzoną parę dni temu polanę. Z tego miejsca powinniśmy doskonale widzieć wschodzące słońce. Jednym z wielu atutów Wrocławia jest to, że miasto leży na nizinie, nie ma praktycznie żadnych wzniesień czy górek. Dzięki temu wystarczy wypatrzeć dobre miejsce na wschód słońca i można być pewnym, że uda się je złapać w tym momencie, w którym chcemy.

Nie wiem czy kiedyś w pełnej gotowości i świadomości czekaliście na słońce. I czy patrzyliście jak powoli zaczyna się dzień. Nam się udało złapać “złotą kulę” w każdym momencie jej pojawiania się na niebie. Jest to dla mnie jedno z najlepszych tegorocznych doświadczeń. Plener o wschodzie słońca, choć wymaga bardzo dużo poświęcenia, wart jest wczesnego wstawania. Chciałabym powtórzyć go jeszcze z innymi odważnymi parami.

 A potem…na motocykl i w drogę

 

Gdy słońce było już wysoko, zrobiliśmy też kilkanaście ujęć na niedaleko znajdującym się moście. Wykorzystaliśmy motocykle i kaski, dzięki czemu powstałe fotografie są nieco…futurystyczne. Światło zmieniało się dosłownie co parę minut, dlatego trzeba było naprawdę łapać chwilę, bo różnica w poszczególnych zdjęciach na przestrzeni np. 15 minut była ogromna. Plener o wschodzie słońca to dla mnie też paleta barw, zmieniających się kolorów i natężenia światła. Doskonała lekcja”fotografii w naturze”, którą mocno poczułam podczas obróbki zdjęć.

A na koniec…Mariusz przewiózł mnie swoim Harley’em Davidsonem – i to kompletnie wynagrodziło mi nocne wstawanie. Było warto!

 

Nie przegap:

Martyna i Mariusz