fbpx

Kalina i Wojtek

Wrocław/Dolina Baryczy,28.082021
Sierpień przemijał pod znakiem totalnego remontu mojego mieszkania oraz spotkania z Kaliną i Wojtkiem. Ich dwa śluby i wesele w Dolinie Baryczy było kolejnym zaskakującym i wyjątkowym fotograficznym doświadczeniem. Nie zabrakło też krążenia po wrocławskich jednokierunkowych uliczkach, zarysowania wypożyczonego auta i…ślubu udzielanego przez prezydenta Wrocławia.

 

Bohaterowie drugiego planu

Jak już wiecie (bo powtarzam to w prawie każdym tekście;)) bardzo lubię przygotowania i rozgardiasz związany z tą częścią ślubnego dnia. Nie inaczej było u Kaliny i Wojtka, którzy luźno podeszli do tematu owych przygotowań. Oboje szykowali się w swoim wrocławskim mieszkaniu, a totalnemu chaosowi przyglądały się dwa koty. Ich stoicki spokój i nonszalanckość w ruchach był dosadnym komentarzem sytuacji, w której znaleźli się ich właściciele.

Młodym i ich świadkom nie brakowało dobrego humoru, więc tę część planu zrealizowaliśmy pękając od czasu do czasu ze śmiechu. W pewnym momencie dołączyli do nas rodzice Kaliny, którzy przyjechali aż z Gdyni – rodzinnego miasta panny młodej. Bawiliśmy się tak dobrze w swoim towarzystwie, że prawie spóźniliśmy się na ślub! No, ja prawie się spóźniłam na ślub. Cywilny.

Ze Swojczyc do Rynku z Rynku do Doliny Baryczy

Plan w swoim założeniu był prosty. Szybko przemieścić się do centrum, zaparkować i z lekkością pomknąć do Urzędu Stanu Cywilnego. Plan się udał, ale nie obyło się bez strat. Nie mogłam znaleźć wolnego miejsca żeby zaparkować i krążyłam wokół USC na tyle długo, by 5 minut przed godziną zero, wciąż być w aucie. W końcu znalazłam miejsce, ale z nerwów zarysowałam wypożyczony samochód. Na szczęście młodzi poczekali i razem weszliśmy do sali ślubów. Ceremonię prowadził Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia, który jest znakomitym gawędziarzem. Dzięki temu sam ślub trwał nie klasyczne 10 minut, tylko prawie pół godziny.

Po podpisaniu wszelkich papierów umówiłam się z Kaliną i Wojtkiem, że widzimy się w…Dolinie Baryczy. Właśnie tam młodzi znaleźli idealne miejsce na swoje kameralne wesele.

Dzika natura i radość ze spotkania

Wstyd się przyznać, ale w Dolinie Baryczy byłam po raz pierwszy. Jechanie wąską drogą pomiędzy jeziorami w pełni lata – czego można chcieć więcej? Wesele młodych miało charakter obiad degustacyjnego, co też dla mnie było nowością. Zachwycili mnie również dziadkowie Kaliny, którzy w tym roku świętowali…70! rocznicę ślubu. Popatrzcie na ich zdjęcie – czyż nie jest to doskonały obraz prawdziwej miłości?

Zanim nastawiłam nawigację na Wrocław, zrobiłam Kalinie i Wojtkowi mini plener. Pojechaliśmy nad jeziora i łapaliśmy ostatnie chwile magicznej godziny. Koniec sierpnia to nie jest już koniec czerwca, ale wciąż można było koło 18-stej zrobić kilka dobrych ujęć. Wykorzystałam również światła auta, dzięki czemu zyskałam totalnie nową fotograficzną przestrzeń.

Powrót do Wrocławia nie był jednak już tak przyjemny. Było ciemno, dookoła mgły noszące się znad jezior, co jakiś czas dostrzegałam przebiegające lub stojące na skraju drogi zwierzęta. Nie był to jednak koniec spotkań z młodymi.

Na drugi dzień, w niedzielę, uczestniczyłam też w mszy, która zakończyła się skromnym ślubem kościelnym. Z taką praktyką też spotkałam się po raz pierwszy – tak samo jak z panną młodą, która na ten dzień założyła…zieloną suknię.

Dwa śluby i wesele w Dolinie Baryczy Kaliny i Wojtka – to doświadczenie, które zostanie we mnie na bardzo długo. Tak samo, jak ich plener fotograficzny.

Zobaczcie koniecznie:

Kalina i Wojtek