fbpx

Dominika i Mazin

Wrocław, 30.06.2022

Jak ja czekałam na to spotkanie! Nie ukrywam, że polsko-sudańska sesja poślubna wzbudzała we mnie mnóstwo najlepszych uczuć. Oto miałam zrobić zdjęcia swojej przyjaciółce i jej mężowi, którego miałam poznać podczas ich pobytu we Wrocławiu.

 

Cześć Donia, cześć Mazin!

Gdy poznaje się nową osobę zawsze towarzyszy – nawet przez chwilę – uczucie ekscytacji a w głowie pojawiają się pytania: “Jaki on/ona jest?”, “Czy dobrze wyglądam?”, “Od czego zacząć rozmowę?”. A gdy spotkanie wiąże się z poznaniem męża przyjaciółki to emocje sięgają zenitu. Tak było również w moim przypadku, gdy czekałam na Dominikę i Mazina. Dużo o nim słyszałam, zawsze podczas rozmowy telefonicznej przekazywaliśmy sobie pozdrowienia, no ale spotkanie twarzą w twarz to zupełnie coś innego! Młodzi do Polski mieli przylecieć przynajmniej dwa lata wcześniej, ale pandemia skutecznie pokrzyżowała te plany. Nie mogłam być na ich polskim przyjęciu weselnym, ponieważ robiłam wtedy zdjęcia u Mileny i Pawła, tym bardziej cieszyłam się na nasze wrocławskie spotkanie.

Spędziłam z nimi parę cudownych letnich dni i mogłam obserwować ich wzajemną Miłość, zrozumienie i czułość, którą się obdarowywali na każdym kroku. Było czuć luz między nimi, brak jakichkolwiek napięć. Co tu dużo mówić – odpoczywałam w ich towarzystwie.

Długie rozmowy – mnóstwo czułości

Na szczęście dla naszej trójki przypadliśmy sobie  z Mazinem do gustu. Cieszę się, że mogłam spędzić z nimi parę dni. Wisienką na torcie była polsko-sudańska sesja poślubna. Dominika i Mazin nie chcieli byśmy jechali daleko od Wrocławia, wręcz przeciwnie – chcieli bym wybrała najbliższy park. Mój wybór – jak możecie się domyślić – od razu padł na park Grabiszyński. Popołudnie zapowiadało się przepięknie, ale pamiętając ostatnie spotkanie z Basią, Adamem i Marcinem, nie ufałam za bardzo prognozom. Na sesję zabraliśmy moją kochaną Lunkę, która dodawała uroku i tak przepięknym ujęciom.

Gdy zbliżaliśmy się do parku, niebo z każdą minutą było coraz bardziej…żółte, powietrze stawało się gęste. Ptaki przestawały śpiewać, a od wschodu nadciągała ogromna chmura. Ku uciesze Mazina, który nie lubi zbytnio za długo spacerować, po kilku ujęciach w mojej ulubionej części parku, kierowaliśmy się w stronę domu. I tutaj na niebie znów zadziały się czary! Zanim ciemna chmura pochłonęła ten piękny czerwcowy dzień, niebo nagle stało się pomarańczowo-różówo-fioletowe. Byliśmy totalnie zachwyceni! Udało mi się namówić młodych byśmy weszli jeszcze na Wzgórze Gajowickie, które znajdowało się na trasie do mieszkania.

Efekt? Zobaczcie sami!