Wrześniowe wesela mają coś w sobie. W ogóle jesienne miesiące na ślub to coraz częściej wybierane terminy przez Młodą Parę. Tym razem wróciłam do rodzinnego miasta by zatrzymać w kadrach miłość Patrycji i Benka. Zobacz jak udało się wesele w Starachowicach.



Starachowice to moje rodzinne miasto położone niemalże u podnóża Gór Świętokrzyskich. We wrześniu przyjechałam nie tylko ze względów rodzinnych, ale przede wszystkim dla Patrycji i Bernarda, dla których ta wrześniowa sobota była dniem szczególnym. Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ pogoda nas rozpieszczała. Niebieskie, bezchmurne niebo, wysoka jak na tę porę roku temperatura, zapach wciąż wuczuwalnego lata. W takich okolicznościach przyrody łapałam w kadry Młodą Parę i ich najbliższych. Wspólną przygodę rozpoczęliśmy w domu rodzinnym Panny Młodej. Jak było? Zobacz!


















Po wyjątkowo zabawnych i luźnych przygotowaniach obralismy kierunek - Urząd Miasta. Tam bowiem swoje "tak" postanowili powiedziecieć Pati i Benek. Po ceremonii udaliśmy się do Gospodarstwa Agroturystycznego "Stajnia pod Dębem". Nie było to miejsce przypadkowe - tam Pati zaczynała swoją przygodę z jazdą konną. Posiadłość ma charakter rancza, od czasu do czasu można spotkać wypasające się swobodnie konie. Ogromna weranda była doskonałą przestrzenią do odpoczynku od tańców, chociaż upał był tak wielki, że większość gości wolala schować się w klimatyzowanej sali głównej. Chcieliśmy wykorzystać pogodę i po obiedzie udałam się z Młodą Parą na mini plener nad znajdujący się nieopodal zalew Lubianka.





























A nad Lubianką...nad Lubianką jest wszystko. Miejsce to zostało zrewitalizowane i oferuje nie tylko mieszkańcom miasta, ale także położonych nieopodal miejscowości fantastyczne opcje wypoczynku. I chętnie wykorzystaliśmy je na stworzenie wyjatkowych kadrów. Mieliśmy szczęście, bo chociaż wrześniowe słońce szybciej zachodzi niż letnie, to i tak udało nam się złapać kilka promieni słońca. Gdybyśmy mieli więcej czasu pewnie obeszlibyśmy cały zalew dookoła, ale przecież w "Stajni pod Dębem" czekali na nas goście. Wesele w Starachowicach ma klimat starchy, ogromnych imprez, w których królują regionalne przyśpiewki oraz głośnio wyśpiewywana radość!
Tak samo było w Patrycji i Bernarda - przez kilka godzin stoły drżały od śpiewów. By nie zgubić rytmu, Młodej Parze i gościom przygyrwało specjalnie zamówione trio.






















































Ale oczywiście wesele to nie wszystko! Tydzień później spotkaliśmy się...we Wrocławiu na wyjątkowym plenerze ślubnym. I znów mieliśmy szczęście, bo pogoda nam dopisała! Nie mogliśmy w to uwierzyć. I choć było o wiele chłodniej niż poprzedniej soboty, to i tak wspólnie spędzony czas był świetnym pomysłem na weekendowe przedpołudnie. Na plener Pati i Benek wybrali wrocławską Pergolę oraz Ogród Japoński. I znów mieliśmy szczęście - o tak wczesnej godzinie zwiedzających było naprawdę mało. W tym miejscu, ale o totalnie innej porze roku robiłam zdjęcia innej Parze. Której?Sprawdź!
Zobacz jak wyszły fotografie z naszego drugiego spotkania. Jak już pewnie zauważyłaś/zauważyłeś, Pati i Benek luźno podchodzli do pozowania.
Cieszę się, że każda moja Para czuje się ze mną tak swobodnie.
A jak będzie z Wami?





















