Na ten plener czekałam ponad pół orku! Zresztą nie tylko ja, ale również Marta i Karol - wyjątkowa Para, z którą poleciałam aż...do Irlandiii. I powiem Ci, że Irlandia naprawdę jest "(..) taka zielona jak włosy syreny o świcie." A jak wyszły zdjęcia?
Plener ślubny w Irlandii - jednym słowem, marzenia się spełniają! Zobacz fotografie z końca świata!
Ruszyliśmy. Sobota, samo połdunie. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że przede mną plener ślubny w IrlandiI! Marzenia jednak się spełniają! Trasa czekała nas dość długa, ponieważ od Nenagh miejscowości, w której mieszka mama Karola, do naszego celu - miasteczka Dunquin było ponad 3 godziny drogi. Im dalej jechaliśmy, tym droga była coraz bardziej kręta.
Na szczęście sprzyjała nam pogoda, bo jakby nie patrzeć, pełne słońce na niebieściutkim niebie to nie jest standarodwy widok w Irlandii. Było tak gorąco, że po drodze zatrzymaliśmy się na plaży w Inch.
Pierwszy raz widziałam wolno toczące się auta, które...bezceremonialnie podjeżdżały prawie pod samo morze! Kilka tabliczek ostrzegało jednak przed przypływem i do godziny 18.00 wszyscy plażowicze powinni swoje samochody odstawić dalej od wody.
My byliśmy tam znacznie krócej, bo przecież...czekał na plener ślubny. A przed sesją...meldunek w hotelu, obiad i krótka objazdówka po wybranych miejscach.






Pogoda nas rozpieszczała. Podobno dawno w Irlandii nie było tak wspaniałych i ciepłych dni. A o upalnym weekendzie Irlandczycy przez całe lato marzyli. Słońce towarzyszyło nam nie tylko przez całą podróż, ale również podczas sesji. Było tak intensywnie słonecznie, że musieliśmy poczekać aż....słońce będzie chylić się ku zachodowi. Wcześniej nie było szans na wyjątkowe kadry.
Dlaczego?
Ponieważ lipcowe słońce wciąż jest bardzo mocne, a w Irlandii jest godzina do tyłu w stosunku do czasu polskiego. Oznacza to, że światłem dziennym będziemy się cieszyć dłużej!
Po zameldowaniu się w hotelu a przed samą sesją pojechaliśmy jeszcze na klasyczny wyspiarski obiad, czyli fish&chips. Ach, nigdzie tak rybka z frytkami nie smakuje, jak na wyspach!
Jedliśmy i w tych upalnych momentach patrzyliśmy jak słońce mocno trzyma się na niebie.
Jednak po powrocie do hotelu - wymówek już nie było!
Marta i Karol przebrali się i...ruszyliśmy!
Jak nam poszło?
Oceń sama.
Oceń sam!






















